Wolność poglądów w erze social media

Follow_dreams

Przed chwilą znowu złapałem się na tym, że nie zlajkowałem fanpage’a z obawy przed tym, że wśród moich znajomych i followersów są (lub będą) osoby, którym nie spodobają się moje poglądy wyrażone poprzez akt zlajkowania. Mam 30 lat, przede mną kawał życia zawodowego, po co narażać się obecnym/potencjalnym klientom i partnerom biznesowym?

W kwestii wolności wyznawania poglądów niby nic się nie zmieniło – formalnie nadal żyjemy w regionie, gdzie jest ona respektowana. Obecnie jednak każdy może dużo łatwiej dowiedzieć się, jakie te poglądy mamy. Wystarczy wejść na profil na Facebooku. Jeśli chcemy szybko sprawdzić poglądy dużej grupy, możemy skorzystać z graph search.

Aborcja na życzenie? Lubię to!

Kolejne nasze aktywności pozostawiają ślady w sieci. Mało tego! Jesteśmy zachęcani do pozostawiania tych śladów! Biznes wydaje ogromne pieniądze, aby skłonić nas, abyśmy wyrażali swoje opinie poprzez lajki, checkiny itp. Podobnie, choć na mniejszą skalę, robią organizacje pozarządowe. Politycy i działacze społeczni są obecni w social media i także proszą o wsparcie w postaci lajków. Stopniowo przyzwyczajamy się, że każda nasza aktywność musi pozostawić ślad. Podobał ci się nasz spot? Polub go. Uważasz, że ta karykatura nt. ZUS jest śmieszna i prawdziwa? Udostępnij ją. Nie zrobiłeś tego mimo, że ci się podobała? Nie liczy się! Widocznie wcale ci się nie podobała.

Upowszechnianie się tego zjawiska prowadzi biznes, media i polityków do przekonania, że rzeczywiście mogą poznać preferencje konsumentów/obywateli poprzez gromadzenie i analizę danych nt. tego co polubili w social media. Ile razy widzieliście w mediach materiał w stylu „przeciwko czemuś-tam na portalu Facebook protestuje już 5 tys. osób”? Fanpage polubiło 5 tys. osób? To musi być ważne! Social media mówią PRAWDĘ!

(A, i pamiętajcie – nie byłoby arabskiej wiosny, gdyby nie social media)

To wpływa na cały ekosystem mediów. Świat poznajemy już głównie poprzez streamy na Facebooku/Twitterze/Instagramie i udostępniane tam linki do zewnętrznych serwisów. Nauczyliśmy się, że jeśli artykuł nie dostanie lajków, to pewnie nikt go nie przeczyta. Bo skąd ktoś ma się o nim dowiedzieć? Gdy więc chcemy wesprzeć jakąś sprawę, lajkujemy i udostępniamy.

Bez odpowiedniej ilości lajków ludzie już niedługo przestaną dowiadywać się o ważnych społecznie tematach.

Maskarada

Lajki niby mają odzwierciedlać nasze rzeczywiste preferencje, ale każdego dnia jesteśmy coraz lepsi w cyber-survivalu i wielu już nauczyło się, że o swój wizerunek online trzeba dbać. I pewnych rzeczy o sobie nie zdradzać.

Bo czy dla mnie, jako PR-owca, rozsądne jest publiczne wyrażanie poparcia dla bojkotu konsumenckiego firmy X? Co na to moi obecni i przyszli klienci? Czy jestem dla nich godnym zaufania partnerem? Jeśli myślisz, że ciebie to nie dotyczy, bo pracujesz w innej branży, to się grubo mylisz.

  • Czy szef zmuszający pracowników do bezpłatnych nadgodzin będzie chciał zatrudnić kobietę walczącą w social media o dłuższe urlopy macierzyńskie i regularnie udostępniającą wpisy z fanpage’a związku zawodowego?
  • Czy potencjalny klient-homofob nie będzie uprzedzony do oferty przedstawionej przez sprzedawcę, który na Facebooku wyraził wściekłość z powodu spalenia tęczy na placu Zbawiciela?

Kiedyś mogłem pracować z kimś wiele miesięcy i nigdy nie poznać jego poglądów na tematy nie związane z pracą. I to było ok. Nie musimy się przyjaźnić, aby ze sobą pracować. Czy naprawdę muszę wiedzieć, że ten palant jest pieprzonym rasistą?

O polityce się nie dyskutuje. To całkiem dobra zasada, której znajomość przydaje się w pracy i na imprezach z przypadkowymi ludźmi. Po prostu nie każda sytuacja jest odpowiednia do wyrażania poglądów, które mogą wkurzyć innych ludzi.

I want change

 

Science fiction

A teraz wyobraźcie sobie, że żyjemy w świecie, w którym:

  • prywatność, jaką znamy obecnie praktycznie przestała istnieć, w social media dostępne są informacje zarówno o tym, jakie treści najczęściej czytamy, jak i to, w jakich klubach bywamy (i nie dotyczy to tylko grupy geeków, ale całego społeczeństwa);
  • obywatele/konsumenci konsumują w zdecydowanej większości tylko te treści, które zostały udostępnione przez ich znajomych w social media;
  • obywatele/konsumenci przez lata nauczyli się, że nie warto podpadać szefom i współpracownikom i wyrażać poglądów, które mogą się komuś nie spodobać. Choćby na rozmowie kwalifikacyjnej za 20 lat;
  • wszyscy – biznes, media, politycy i organizacje społeczne – podejmują decyzje w oparciu o dane pochodzące z social media;

Prowadzi to do sytuacji, w której media nie będą podejmować niektórych ważnych społecznie tematów, bo ludzie, których one dotyczą nie wyrażą swojego zainteresowania w jedyny miarodajny sposób – poprzez lajki (więcej o tym, jak social media wpływają media informacyjne).

Czy to będzie jeszcze demokracja? Czy rzeczywiście będziemy cieszyć się wolnością słowa i poglądów?

 

Grafiki: Banksy

  • eve

    Tak, zgadzam sie, bez przesady z ta szczerościa w sieci, dla swojego dobra i dobra swoich bliskich. Daję lajka? Myśle najpierw co pomyślą moi rodzice, co pomyśli mój przyszły, potencjalny, aktualny pracodawca, co pomyślą moi znajomi…Tzn, gdyby jeszcze oni wszyscy myśleli….Dlatego dziwię się niektórym moim znajomym ( ich poglądy znam), że z taką szczerościa „odkrywaja” się w sieci.

  • Paweł Markowski

    Dobry artykuł. W temacie Graph Search pisałem już kiedyś mini „poradnik”, rzuć okiem: http://webologia.pl/artykuly/graph-search-dostepny-dla-prawie-wszystkich-jak-z-niego-korzystac/

  • Ciężko by było się z tym tekstem nie zgodzić. Dodam jeszcze na marginesie, że często zapominamy (a zwłaszcza dziennikarze, którzy wspominają o social media w rozmaitych dziennikach i wiadomościach, nie mając o nich specjalnego pojęcia). że „polubienie” czegoś na Facebooku nie oznacza poparcia dla tegoż. Interesują mnie np. bieżące wypowiedzi wyrazistych polityków – klikam lubię to i obserwuję Korwina-Mikke, Palikota, Macierewicza i Niesiołowskiego. Czy to by oznaczało, że jestem ich zwolennikiem? No way. „Lubię to” jest niefortunne. Bardziej chyba chodzi o wyrażenie zainteresowania pewnymi zagadnieniami, osobami, markami etc.

    Mam z tym problem prowadząc działania marketingowe. Z jednej strony warto obserwować konkurencję. Z drugiej strony jeśli polubię fanpage konkurencyjnej marki, to potem znajomym będzie wyskakiwać informacja w postach sponsorowanych – Szymon Słowik już polubił fanpage marki X, polub i Ty! Niezamierzenie można stać się „ambasadorem” treści, których się nie popiera. Nie jest to do końca klarowny system. Powinno być rozdzielone wyrażanie poparcia/entuzjazmu dla pewnych treści, a obserwowanie ich.