Michael Arrington – tango down. Czyli jak dziennikarstwo iteracyjne pożarło własnego ojca

Zdjęcie tytułowe

„Getting it right is expensive, getting it first is cheap” miał powiedzieć Michael Arrington w 2009 roku tłumacząc dlaczego dziennikarstwo iteracyjne/ dziennikarstwo-proces/dziennikarstwo beta jest lepsze od tradycyjnego dziennikarstwa. W ostatnich dniach sam stał się obiektem skandalu, a jego przypadek to doskonałe case study zjawiska, które promował.

1 kwietnia Gawker opisał jak Jenn Allen, bizneswoman z Doliny Krzemowej, oskarżyła Arringtona o znęcanie się (później także o gwałt). Szybko posypały się kolejne oskarżenia innych osób.

Czytaj dalej Michael Arrington – tango down. Czyli jak dziennikarstwo iteracyjne pożarło własnego ojca

Czy jesteśmy skazani na bullshit?

octopus

TL;DR: Jako społeczeństwo mamy przesrane. Wszystko przez blogerów. I social media.

Nie wierzyłem, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Zgadzam się z Erykiem Mistewiczem.

Nigdy dotąd media (nie tylko w Polsce) nie były tak słabe, pogodzone z tym, że otrzymują materiały gotowe do publikacji. Nigdy dotąd aktorzy zdarzeń nie tworzyli własnych kanałów komunikacji, omijając tradycyjne media. I nigdy dotąd dziennikarze tak wyraziście nie tracili zdolności opowiadania dobrych historii, które to zadanie przejmują na dobre z ich rąk PR-owcy i marketerzy. Rządzą porywające historie i potrafiący opowiedzieć je ludzie.
Najlepsze kampanie PR 2012

Pewnie nie raz zdarzyło wam się, że pochłaniając kolejne książki/artykuły/wideo/itp. dostrzegaliście kawałki stopniowo układające się w coraz wyraźniejszy obraz. Ten tekst złożony jest właśnie z takich kawałków, na które ostatnio trafiłem. Hint: finalny obraz jest przygnębiający. Czytaj dalej Czy jesteśmy skazani na bullshit?

Psychologia trolla – infografika


Naukowcy badają trolle! Claire Hardaker przeanalizowała trwające 9 lat dyskusje na pewnym forum internetowym i opisała kilka mechanizmów kierujących działaniami trolli. Interesujące jest to, jak wyjaśnia naruszające normy zachowania osób, które nie są anonimowe (miałem z tym zagwozdkę od czasu prac nad prezentacją i wpisem o internetowym linczu) – kluczowe znaczenie ma tutaj brak fizycznego kontaktu, co powoduje ignorowanie autorytetu wynikającego z pozycji społecznej/zawodowej/itd. trollowanego. Dodatkowo korzystanie z sieci nadal wywołuje wrażenie, że „to nie jest normalna rozmowa/pyskówka, to tylko zabawa”. A skoro to zabawa, to można pozwolić sobie na więcej niż w trakcie rozmowy w 4 oczy. Czytaj dalej Psychologia trolla – infografika

Internetowy lincz – nowe media, stare praktyki

Zapatrzeni w nowe gadżety zapominamy, że nie wszystkie konsekwencje postępu technologicznego są pozytywne. Bywa, że powoduje on powrót zjawisk, o istnieniu których zdążyliśmy zapomnieć. Tak niestety jest z linczami – o samosądach w realu już prawie nie słyszymy, tymczasem ich internetowe odpowiedniki zdarzają się  coraz częściej. Pewnie nawet brałeś/aś udział w choć jednym z nich.

Czytaj dalej Internetowy lincz – nowe media, stare praktyki

Kultura trollerki

Dawno, dawno temu (czyli przed kilkoma laty) trollowanie było odbierane jednoznacznie negatywnie (ok, może za wyjątkiem 4chana). Troll co prawda mógł czuć satysfakcję z efektów swoich działań, ale otoczenie zwykle go potępiało („nie karmić trolla!”). Wielu mniej doświadczonych dyskutantów nabierało się jednak na sztuczki trolli, także dlatego, że znaczenie terminu „troll” i typowe dla niego zachowania znane były wąskiej grupie stałych bywalców for. Z czasem także nie-nerdzi zaczęli kojarzyć o co chodzi z tymi trollami i zjawisko zaczęło przenikać do mainstreamu.

W międzyczasie rozwinęły się nowe sposoby na ładowanie swojego ego i zarabianie w Sieci. SLK (Shery, Lajki i Komentarze) na Facebook, łapki na YouTube, odsłony wpisów i filmów, shery twittów itd. – wszystkie one pokazują trollom wymierne efekty ich działań. Paweł Tkaczyk mógłby tu pewnie dodać krótki wykład nt. mechanizmu grywalizacji, który motywuje do generowania treści mających jeszcze więcej SLK niż nasz poprzedni wpis albo wpis innego trolla. Już przeciętny internauta wie, że 100 tys. odsłon na YT to niezły wynik, podobnie jak kilkadziesiąt komentarzy na prywatnym profilu na FB.

To wszystko ostatecznie da się przełożyć na pieniądze – odsłony reklam na profilu na YT lub portalu newsowym, popularność blogu (przekładająca się na zlecenia lub deale z reklamodawcami), czy strony na Facebooku (dużo fanów -> „oh, to musi być świetna agencja, zatrudnijmy ich!”) itd. Podsumowując – trollerka stała się skutecznym sposobem na zarabianie w Sieci. Jasne, poza nią także można było dorobić się na trollingu, co pokazuje przykład Janusza Korwin-Mikkego, ciągle zapraszanego do przeróżnych programów i pisującego felietony dla ogólnopolskich pism. Problem w tym, że jeśli nie lubię felietonów JKM, to nie kupuję płacącej mu gazety i tym samym nie nabijam kabzy JKM. Jeśli jednak chcę wyrazić swój dislajk dla felietonu w „Przekroju” poprzez negatywny komentarz na FB, to chcąc nie chcąc, podbijam jego edgerank i udostępniam informację o nim moim znajomym. Ostatecznie „Przekrój” i tak na mnie zarabia.

Czytaj dalej Kultura trollerki