Makerland – hardware is sexy

Grafika Makerland

Przez kilkanaście lat grania w RPG Cyberpunk 2020 nikt z moich znajomych nie chciał wcielać się w rolę Technika. W porównaniu z Solo (wojownik), Fixerem (uliczny cwaniak, załatwiacz), czy Dziennikarzem granie gościem spędzającym większość czasu w warsztacie wydawało się nudne. Po Makerlandzie zmieniłem zdanie. To będzie pierwsza profesja, którą wybiorę na najbliższej sesji.

[Disclaimer: byłem zaangażowany w organizację wydarzenia – wspierałem PR-owo organizatorów oraz jednego z partnerów wydarzenia, agencję Isobar Poland.]

Jeśli jakimś cudem trafiłeś na ten blog mimo, że na co dzień siedzisz w innej części internetów, która nie była zasypana info o Makerland, to spieszę wyjaśnić. Był to międzynarodowy event odbywający się 17-19 marca w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie skierowany do  „makerów”. To stosunkowo nowa subkultura, jej przedstawiciele pasjonują się tworzeniem fizycznych obiektów, zarówno przy użyciu nowoczesnych technologii (druk 3D, elektronika, robotyka), jak i bardziej tradycyjnych (stolarka, obróbka metali).

Wideo-podsumowanie całego eventu.

O ile mi wiadomo, było to największe tego typu wydarzenie  w Europie. Wśród prelegentów i uczestników znaleźli się przedstawiciele najważniejszych firm i mediów tej branży (m.in. Make i TechCrunch).

Wydarzenie miało fantastyczną formułę (za co należy się ogromny szacunek organizatorom!):

  • Jego poziom był dostosowany do umiejętności niemal każdego, zarówno doświadczonych twórców, jak i początkujących, którzy interesują się hardwarem, ale jeszcze nie zdecydowali , z jakich narzędzi chcieliby korzystać.
  • Jak najmniej teorii, jak najwięcej praktyki. Nauka przez doświadczenie. Uczestnicy mogli osobiście przetestować i poznać obecne na miejscu technologie, począwszy od drukarek 3D, przez drony, zestawy do budowy robotów, a skończywszy na elektronice do samodzielnego montażu i programowania.
  • Przez pierwsze 2 dni do godziny 13 odbywały się świetne, merytoryczne prelekcje ludzi, którzy siedzą w samym sercu makerowego biznesu. Potem startowały warsztaty poświęcone 20 różnym zagadnieniom (od lutowania, przez programowanie Arduino, druk 3D i sterowanie dronami po projektowanie płytek drukowanych).

Poniżej parę moich spostrzeżeń z wydarzenia. Niestety nie byłem w stanie brać w nim pełnego udziału, więc tylko kilka highlite’ów.

Post użytkownika Makerland.

 

Tworzenie hardware’u nigdy nie było tak proste

Brady Forrest z inkubatora hardware’owych startupów Highway1 z jednej strony sprowadził wszystkich na ziemię, mówiąc „there’s no china button”. Nie istnieje prosta droga od stworzenia topornego prototypu do masowej produkcji na rynek konsumencki. Wyzwanie nadal stanowi skalowanie produkcji. Gdy chce się tworzyć masowo tysiące egzemplarzy problemem staje się zapewnienie odpowiedniej jakości produktu.

Z drugiej strony bariera wejścia dla nowych firm uległa w ostatnich latach znaczącemu obniżeniu dzięki nałożeniu się kilku równoległy zjawisk. Prototypowanie jest tańsze i łatwiejsze dzięki dostępności druku 3D i wielu „klocków”, z których składa się urządzenia (open source’owy software, modularny hardware). Uzyskanie finansowania na ten wczesny etap umożliwia z kolei crowdfunding, który dał kasę na start już wielu hardware’owym projektom. Smartfony i sieci komórkowe rozwiązują kolejne problemy – komunikacji hardware’u z siecią oraz mocy obliczeniowej. Producenci nie muszą kombinować, jak wcisnąć w niewielkie gadżety wydajne procesory i baterie, bo te użytkownik ma w kieszeni. W wearable device wystarczy umieścić odpowiednie sensory i układ do komunikacji ze smartfonem. Zahacza o to autor artykułu w Wired.

In purely technological terms, the wearable revolution could take shape much faster than the mobile revolution that preceded it. Thanks to what former WIRED editor in chief Chris Anderson has called the “peace dividend of the smartphone wars,” sensors and chip sets are cheaper now than ever, making it easier for small companies to incorporate sophisticated hardware into wearable devices. And while smartphone manufacturers had to master the tricky art of providing dependable mobile Internet service, wearable manufacturers can piggyback on those innovations using simple Bluetooth or other protocols to communicate with a smartphone and thus with the outside world. With all that prebaked hardware and wireless connectivity—and huge preorders from crowdfunding platforms like Kickstarter—it has become possible for tiny companies to dream up, build, and sell wearable devices in competition with big companies, a feat that was never possible with smartphones.

 

Zach Supalla ze Spark wygłosił świetną prezentację
o drodze, jaką przeszedł od makera do producenta.

Wrażenie zrobiło na mnie również wystąpienie Briana Garreta z 3D hubs, a właściwie sam pomysł stojący za tą usługą, która demokratyzuje proces produkcji. W największym skrócie 3D Hubs to sieć skupiająca posiadaczy drukarek 3D i osoby, które chcą coś wydrukować. Masz drukarkę, ale wykorzystujesz ją przez ułamek dnia? Chcesz coś wydrukować, ale nie masz drukarki? Serwis rozwiązuje oba problemy. Wprowadzasz plik z projektem 3D, wyszukujesz drukarkę w swojej okolicy, zamawiasz wydruk, płacisz i odbierasz gotowy przedmiot.

Jeszcze inny aspekt makerowego trendu był widoczny w historii projektu Isobar Explorer zaprezentowanego przez agencję Isobar Poland. W największym skrócie agencja stworzyła własnymi siłami łazik, za pośrednictwem którego można było zwiedzać biuro agencji, sterując nim poprzez stronę internetową. Michał Pęczalski wspominał w trakcie prezentacji, że planując akcję zebrali oferty od profesjonalnych producentów robotów i uczelni. Ceny okazały się zaporowe. Postanowili więc sami stworzyć robota z klocków Lego, tabletu Nexus 7 i jeszcze kilku innych elementów. Udało się, łazik powstał, a cała akcja zakończyła się dużym sukcesem. Modularność podzespołów, łatwość łączenia różnorodnych technologii i ich niski koszt sprawiły, że możliwe stało się realizowanie pomysłów, które kiedyś wylądowałyby w szufladzie ze względu na zbyt wysokie koszty.

isobar explorerEkipa Isobar zmodyfikowała swój łazik i połączyła go z headsetami EEG.
Stworzyli w ten sposób prostą grę – pojazd poruszał się w stronę osoby, która potrafiła mocniej się skoncentrować. 

Pora nauczyć się lutować

Pisarzy cyberpunk podziwiam m.in. za to, że już w latach ’80 i na początku ’90 potrafili przewidzieć zjawiska, które urzeczywistniają się obecnie. Gdy ponad 10 lat temu czytałem o ulicznych technikach montujących z byle czego zdalnie sterowane drony szpiegowskie wydawało mi się to jedynie wyrazem wybujałej wyobraźni.

Pozostałem sceptyczny nawet, gdy zacząłem obserwować początki ruchu makerów. No bo jaki wpływ na globalną gospodarkę może mieć grupka nerdów zdolna do wyprodukowania jedynie kilkudziesięciu sztuk gadżetu, pozwalającego  za pośrednictwem smartfonu sterować zasłonami w oknach? Pierwsze doświadczenia z drukiem 3D zdawały się tylko potwierdzać, że to nie nowa rewolucja przemysłowa, a zwykły hype. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wydruk 20 identycznych, niewielkich przedmiotów, będzie mnie kosztować ponad 1 tys. zł i zajmie ponad tydzień. To miała być rewolucja?

To co zobaczyłem na Makerland sprawiło, że zmieniłem zdanie. Zaczynam wierzyć, że naprawdę stoimy w obliczu nowego zjawiska, które może znacząco wpłynąć na gospodarkę.

Rezerwujcie terminy w kalendarzu na przyszłoroczną edycję.