Fejs, ty potworze

Rzucam fejsa. Odchodzę, przestaję korzystać.

Nie, nie mogę. Taka praca, taka branża, tacy znajomi, taka grupa społeczna. To przynajmniej ograniczam. Dlaczego? Bo mnie wkurza. Coraz bardziej.

Składają się na to kolejne „kawałki” – doświadczenia/spostrzeżenia z ostatnich tygodni.

7 lat feedu

Kawałek #1

Ciągle trudno mi przyjąć do wiadomości, że niektóre wynalazki, do których tak bardzo przywykliśmy zostały wprowadzone tak niedawno. Przykładowo, we wrześniu minęło 7 lat od wprowadzenia feedu na Facebooku. Serio, co robiliśmy na FB, gdy nie było feedu? Jak odnajdowaliśmy nowe blogi? Jak rozprzestrzeniały się dobre/głupie (ale wiralowe) treści?

Get this: Before news feed (…) you could post a picture or some other personal detail somewhere—your Facebook or MySpace or Friendster page, Flickr, Blogger, LiveJournal—and be reasonably sure that it would remain just there, unseen by pretty much everyone you knew. The only way someone might find it is by checking your page. Sure, some people would do that—but everyone had scores of connections online, so no one was checking each of their friends’ pages.

Facebook News Feed Changed Everything, Slate

Dyktatura algorytmów

Kawałek #2

Kilka lat temu, jadąc na rowerze z pracy, zostałem potrącony przez samochód (standard – idiota próbował wymusić pierwszeństwo na rowerzyście). Na szczęście nic poważnego mi się nie stało. Kilkadziesiąt minut po wypadku napisałem o tym na Facebooku, ale nie wywołało to praktycznie żadnej reakcji. Mam wrednych znajomych, pomyślałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że praktycznie nikt z moich znajomych nie zobaczył tego wpisu.

Kawałek #3

Facebook znowu zmienił coś w algorytmie określającym, co i w jaki sposób wyświetla się w feedzie. Podobno bierze on pod uwagę już prawie 100 000 czynników, aby dostarczać nam tylko te najlepiej dopasowane wpisy. Nie znam ich wszystkich, ale wiem jedno – od jakiegoś czasu coraz rzadziej widuję cokolwiek, co by mnie zainteresowało. Często przez 10 minut przeglądam feed z miną „meh” po czym opuszczam aplikację z poczuciem zmarnowanego czasu. Irytuje mnie również, że Facebook ciągle przełącza ustawienie sortowania z „od najnowszych” na „najciekawsze”. Co sprawia, że przez cały dzień wyświetlają się te same wpisy lub powiadomienia o znajomych komentujących te same wpisy. W 99% przypadków I don’t give a f*ck. Dopiero za 7 morzami, 7 ekranami widzę aktualne wpisy. No chyba, że znowu przełączę na najnowsze (choć przełączałem tydzień temu). Mam coraz mniejszą ochotę marnować czas na FB.

Kawałek #4

Parę lat temu napisałem do dobrej znajomej na FB coś w stylu: „Facebook zorientował się, że jesteśmy dobrymi znajomymi, bo wyświetla mi info o każdej twojej aktywności”. Parę dni temu rozmawialiśmy znowu i pół żartem, pół serio wyrzucaliśmy sobie „ej, jak to nie wiesz? Przecież pisałem na fejsie!”. Facebook zmienił zdanie na temat naszej relacji, uznał, że nie jesteśmy już dobrymi znajomymi i mimo ustawienia „bliscy znajomi” nie pokazuje nam wszystkich naszych wpisów.

Powyższe sytuacje skłoniły mnie do refleksji. W jak wielkim stopniu o naszym życiu zaczynają decydować algorytmy ustalane arbitralnie przez nie-wiemy-kogo, nie-wiemy-gdzie? Częstotliwość i selekcja wpisów wyświetlanych w feedzie wpływa na nasze relacje. Z niektórymi znajomymi, z którymi nie widziałem się w realu od lat utrzymuje stały kontakt dzięki FB, a z innymi nie. Czy to tylko nasza wina, czy tak wyszło z algorytmu FB? Nie wyświetla wpisów znajomych, więc nie możemy ich lajkować i komentować, aby potwierdzić, że jednak się kumplujemy. O tym z kim utrzymuję kontakt i jak często się komunikuję decyduje algorytm. Zmieniający się bez naszej wiedzy. O ilu ważnych wydarzeniach z życia moich znajomych nigdy się nie dowiedziałem mimo, że napisali na FB? Czy o tym, z kim obecnie jestem blisko decyduję tylko ja, czy także algorytm?

Po co przemawiać do pustej sali?

Kawałek #5

Nie wiem, czy to zmiana algorytmu, czy po prostu stałem się tak strasznie nudny. W ostatnich miesiącach zauważyłem spadek interakcji z publikowanymi przeze mnie „bardziej wymagającymi treściami” (dłuższe artykuły lub cytaty z artykułów/książek). Rozumiem, to wymaga więcej czasu niż zalajkowanie zdjęcia z kotkiem. To są jednak treści, którymi najczęściej chciałbym się dzielić. Jeśli nie otrzymuję feedbacku, nie mam ochoty wkładać energii w ich udostępnianie. FB nie umożliwia mi zatem realizacji mojej potrzeby.

W przypadku niskiego zaangażowania odbiorców agencja prowadząca fanapge może zmienić strategię i zacząć publikować inne treści. Ludzie, jeśli nie są attention whores, nie będą zmieniali swoich zachowań tylko po to, aby prowokować interakcje. Mając do wyboru „publikować angażujące treści” i „nie publikować” wybieram to drugie.

Kawałek #6

Ten sam wpis opublikowany przeze mnie na Facebooku i Twitterze:

Facebook – 0 reakcji.

Twitter – 6 retweetów i 4 ulubione.

Czyli jednak był interesujący. Ale czy ktokolwiek zobaczył go na FB?

Kawałek #7

Założyłem dwa fanpage związane z moim hobby. Mimo, że na jednym z nich zdarzały się wpisy share’owane przez 40 osób, a drugi zawiera IMHO doskonałe treści (dobre teledyski), to żaden z nich nie przekroczył nawet 200 fanów. Z jednej strony nie zależy mi na nich aż tak bardzo, aby poświęcać więcej czasu na walkę o uwagę użytkowników. Z drugiej podchodzę do obu tematów na tyle poważnie, że nie chcę się zniżać do żebrolajków i płytkich sztuczek generujących zaangażowanie. Ale myślę sobie – jeśli dobre treści nie sprzedają się same, to czy naprawdę system działa tak jak powinien?

Kawałek #8

Zacząłem łapać się na tym, że czytając książki/artykuły co chwilę chciałem publikować na Facebooku co lepsze fragmenty. Odciągało to uwagę od lektury i wymagało siły woli, aby ponownie skupić uwagę. Czasem nie udawało mi się powstrzymać. Słabe to było szczególnie, gdy czytałem w aplikacji Kindle, gdzie nie można kopiować zaznaczonego tekstu. Co robiłem? Szedłem do pokoju obok, odpalałem kompa, w desktopowej aplikacji wyszukiwałem fragment e-booka i wrzucałem wpis na Facebooka. W skrajnych przypadkach na klawiaturze smartfona/tabletu przepisywałem kilkuzdaniowe fragmenty. Wiecie pewnie ile taka czynność zajmuje czasu. Żenada. Staram się już tego nie robić, ale ciągle łapię się na tym, że odczuwam potrzebę podzielenia się fragmentem książki/artykułu.

Uwaga! Pozytyw! Zauważyłem, że gdy trafiam na taki fragment, to w ciągu sekundy, w myśli, formułuję treść wpisu. Często ta myśl/teza/opinia jest tak dobra, że sam do siebie cicho mówię „stary, jak ty to świetnie wymyśliłeś! To jest genialne! Daję ci lajka!” (ok, nie mówię tego na głos). W 90% przypadków po sekundzie dochodzę do wniosku, że nikogo to jednak nie interesuje, albo Facebook tego nie wyświetli komu trzeba i ostatecznie nic nie publikuję. Mimo wszystko ta krótka chwila formułowania wpisu jest świetna. To tak, jak z każdą sytuacją, gdy musisz zwerbalizować opinię i zamknąć ją w formie, czy to pisanej czy mówionej. Czasem nie wiesz co myślisz, dopóki nie zostaniesz zmuszony do zajęcia stanowiska w dyskusji.

Kontrola, kontrola

Kawałek #9

Parę dni temu, w trakcie wspólnego spotkania kolega opublikował na Facebooku zdjęcie (otagował mnie), które zirytowałoby każdą żonę. Nie inaczej było z moją małżonką. Po kilku minutach zadzwoniła do mnie zdenerwowana. Co zrobił kolega? Napisał w komentarzu pod zdjęciem, że już 3 minuty po jego opublikowaniu dzwoni do mnie żona. I otagował ją.

Jak się pewnie domyślacie, wkurzyła się jeszcze bardziej. Bo ktoś bez jej zgody opisuje publicznie jej zachowanie w bardzo prywatnej sytuacji.

Do cholery, gdy już nauczyliśmy się nie publikować w social media głupich wpisów O SOBIE, okazało się, że musimy jeszcze pilnować INNYCH LUDZI, aby nie publikowali głupich rzeczy o nas! Czy to nie idotyczne? Przez cały czas kontrolować – w realu i online, w feedach aplikacji – czy ktoś nie napisał czegoś, co stawia nas w złym świetle?

Facebook jako nawyk

Kawałek #10

Słucham właśnie audiobooka „Siła nawyku”, opisującego m.in. czym są, jak działają i jak kształtują się nawyki. To książka popularnonaukowa, autor nieustannie odwołuje się do badań psychologicznych. Co prawda znajomi psycholodzy o zawartej w książce teorii nawyków nie słyszeli i nie byli w stanie zdecydować: bullshit/good shit. Niemniej teoria pasuje do wielu spostrzeżeń z codziennego życia i tymczasowo uznaję ją za good shit.

W największym skrócie, tzw. pętla nawyku składa się z trzech elementów:

  1. Wskazówki – sytuacji uruchamiającej nawyk (lokalizacja, czas, stan emocjonalny etc.)
  2. Zwyczaj – działanie wywoływane przez wskazówkę prowadzące do…
  3. Nagroda – coś miłego, co nas spotyka

Życiem każdego z nas rządzą setki nawyków. Część z nich jest dobra, bo umożliwiają wykonywanie czynności bez zbytniego angażowania naszej uwagi i siły woli. Część z kolei jest zła, bo zmusza nas do wykonywania czynności dla nas szkodliwych – objadania się, palenia papierosów, wyładowywania agresji na ludziach wokół. Wyrobionych nawyków praktycznie nie da się pozbyć, co najwyżej można je z trudem zmieniać.

http://youtu.be/4H0fTwtPLfo

W trakcie lektury nadeszło olśnienie.

Lubię to.

Nagroda.

I dalej. Nie tylko lajki stanowią nagrodę. Troszkę psychologii liznąłem, coś mi się obiło o uszy. Silne emocje są nagrodą. Ekscytacja. Niepewność. Tak jak hazardziści. Nie chodzi o to, aby wygrać, chodzi o to, aby odzuwać emocje. Komentarze, dyskusje, pyskówki, satysfakcja odczuwana przez trolli.

Czy ktoś polubił mój wpis? Czy ktoś go skomentował? O, drań, nie zgadza się ze mną! Już ja mu pokaże, użyję argumentu ostatecznego!

Zastanowiłem się, jak to wygląda u mnie. Szczególnie, że wielokrotnie łapałem się na bezmyślnym sprawdzaniu feedu co kwadrans.

Zidentyfikowałem wskazówkę, zwyczaj i nagrodę.

Pętla nawyku Facebook

Wiedza o tym, że Facebook współpracuje z najlepszymi psychologiami i socjologiami utwierdziła mnie tylko w przekonaniu: ten mechanizm skonstruowano świadomie, abyśmy spędzali jak najwięcej czasu w serwisie.

To zabrało mi prawie cały fun.

Wielki Pożeracz Uwagi

Wszystko to sprawia, że coraz częściej postrzegam Facebook nie jako przestrzeń do spędzania miłego czasu ze znajomymi, a raczej mętną sadzawkę, do której jestem wciągany przez zamieszkującego ją stwora. Co prawda tapla się tam również masa innych znajomych, a stwór nikogo nie topi, ale i tak po wyjściu z wody nie czuję się komfortowo.

I to nie dotyczy tylko mnie.

A new University of Michigan study on college-aged adults finds that the more they used Facebook, the worse they felt. The study, published in the journal PLOS One, found Facebook use led to declines in moment-to-moment happiness and overall life satisfaction.

Facebook Makes Us Sadder And Less Satisfied, Study Finds, NPR

  • Maciej Witrylak

    Bardzo dobry tekst. Dobitny i celny.

  • Łukasz Dulniak

    bo fejsbuk to nowa telewizja

  • Pingback: Artykuły must read vol. 13 | A Listly List()

  • „Kawałek #8

    Zacząłem łapać się na tym, że czytając książki/artykuły co chwilę
    chciałem publikować na Facebooku co lepsze fragmenty…”

    Polecam robienie zdjęć w Instagram i publikację na Insta oraz FB. Sam tak robię: https://www.facebook.com/kwasniak.kamil

    • Też tak robiłem, ale odzwyczajam się. Trudno zwrócić uwagę na właściwy fragment, no i nie rozwiązuje podstawowego problemu – nieustannego rozproszenia uwagi w trakcie lektury przez myśl „świetnę! muszę to zapostować!”

  • Maniek

    Hej:) Mam fajną stronkę, która jako jedna z niewielu dokładnie
    lokalizuje różne osoby. Wystarczy aby druga osoba miała przy sobie
    telefon 😉 http://bit.ly/1a4UD4y

  • Arkadiusz Łobodziec

    na szczęście jest RSS i nic ważnego nie umyka