„Cyberpunk 2077” będzie najważniejszą grą w historii (dla mnie)

(polecam czytać wpis słuchając: DJ Shadow „Fixed income”)

Z całych sił walczę, aby nie poddać się całkowicie hype’owi związanemu z powstawaniem gry „Cyberpunk 2077”. Walczę i przegrywam. Przegrywam, bo już teraz wiem, że będzie to najważniejsza gra w moim życiu. Bo to nie będzie just another video game, ale dzieło kultury odnoszące się do  nieprzebranej masy silnych osobistych doświadczeń.

Jedziesz High Street do centrum korporacyjnego. Ulica jest prawie całkowicie zakorkowana. Po szybach samochodu spływają krople deszczu. Ulica dookoła tętni życiem – tłumy krążą między dziesiątkami straganów, stoisk i sklepików. Ogromne reklamy na pobliskich budynkach tworzą barwny, pulsujący kanion. Na jednym z ekranów widzisz wirujący drobny pistolet, który co sekundę zmienia kolor – różowy, fioletowy, niebieski. „Akura 19. Pasuje do każdej torebki.”

Fragment wygrzebanego na dysku scenariusza do „Cyberpunka 2020” z 1998 r.

Z papierową grą role-play „Cyberpunk 2020” zetknąłem się po raz pierwszy na przełomie podstawówki i szkoły średniej. Jak większość RPG-owców zaczynałem od systemów fantasy, ale nigdy nie byłem ich wielkim fanem. Zamiłowanie do realizmu oraz rodzące się zainteresowania z rejonów socjologii, politologii i informatyki sprawiały, że bardziej interesowały mnie współczesne klimaty. Poza tym grunge i punk kompletnie nie pasowały do sesji fantasy.

I wtedy w ręce wpadł mi rulebook do „Cyberpunka 2020”, systemu osadzonego w niedalekiej przyszłości, w którym świat trawią gwałtowne konflikty społeczno-ekonomiczno-polityczne, a realną władzę sprawują mega-korporacje. W tym całym zamieszaniu doskonale odnajdują się krawędziarze (już wiesz skąd nazwa blogu) – „osoby wybitne, ale nie do końca przystosowane do społeczeństwa, starające się zmienić coś w swoim życiu, a czasem odmienić cały świat” (za 3k10.wordpress.com). Narzędzie walki z systemem stanowi m.in. wszechobecna technologia, dająca nawet biedakom szansę na odniesienie sukcesu. CP2020 był pierwszym znanym mi systemem, w którym tak dużą rolę odgrywała reputacja oraz… wygląd postaci. „Nie ważne co robisz, ważne jak przy tym wyglądasz” – to motto krawędziarzy. Dodatkowo pociągała realistyczna mechanika gry sprawiająca, że nawet postacie graczy mogły łatwo zginąć od zbłąkanej kuli, co zawsze gwarantowało odpowiedni poziom adrenaliny na sesjach.

Cyberpunk is about the seductive qualities of corruption and decay. In a world where rules and morality are non-existent, the temptation to descend to the level of the mean streets is always there. It doesn’t have to be dirty or grimy on the physical level. But on the psycho-social level, even the cleanest and most orderly Corp-zone should be rife with darkness and collapse. Ambiguous moral choices are key to cyberpunk, as are victories that aren’t always clear victories, and  defeats that feel like victories because they are hard won against impossible odds.

Mike Pondsmith, twórca Cyberpunk 2020

Nie miałem szans. Wsiąkłem w cyberpunk.

System RPG zachęcił mnie do poznania całego nurtu: literatury, filmów i muzyki. Czym więcej czytałem/oglądałem/słuchałem tym wsiąkałem głębiej. Rock i metal przestały wystarczać na sesjach, poznałem elektronikę, a przede wszystkim industrial. Do książek Williama Gibsona nadal od czasu do czasu wracam, za każdym razem dziwiąc się jak celnie w latach ’80 przewidział zjawiska rządzące światem w XXI wieku.

W CP2020 grałem ze swoją drużyną przez całą szkołę średnią (głównie jako mistrz gry). Co kilka dni zanurzaliśmy się w świecie stworzonym przez autorów systemu. Na ustawionych na maxa dopalaczach refleksu model Sandevistan przemykaliśmy ulicami Night City, ostrzeliwując się z Minami 10 w trakcie ucieczki przed przebijającym ściany Dragoonem, aby w końcu wskoczyć do wysłużonej AVki i cudem uniknąć naprowadzanej rakiety, która przeleciała przez otwarte boczne drzwi (true story! wypadło 1 na k10). Pogrzebaliśmy kilka korporacji. Dostarczyliśmy News54 materiały do nie jednego legendarnego reportażu. Napakowani wszczepami kroczyliśmy na granicy cyberpsychozy, a gdy komuś powinęła się noga zgarniał go zespół Trauma Team (jeśli miał szczęście i wykupione ubezpieczenie).

Szymon: A teraz ustalimy, co twoja postać czuje do ludzi. Rzuć k10.
Krzysiek: 6.
Szymon: „Każdy człowiek jest wartościowy.”
Krzysiek: Super! Przecież każdego można sprzedać na organy.

Spędziliśmy w tym świecie setki godzin. To w nim przeżyłem najintensywniejsze RPG-owe momenty, poprowadziłem najlepsze sesje i kampanie. To z powodu dylematu z tej gry jeden z kumpli przez kilka godzin dyskutował ze mną o tym, jak powinna postąpić jego postać. Do tej pory, gdy spotkamy się z chłopakami z mojej starej drużyny, po kilku browarach wspominamy epickie momenty z naszych sesji. Od niektórych minęło już ponad 10 lat, ale nadal je pamiętamy i widzimy oczami wyobraźni.

Nie wiem jak w przypadku kumpli, ale ja jestem przekonany, że „Cyberpunk 2020” wpłynął na moje życie. Nie skończyłem co prawda informatyki (jak 2 z 4 osób w drużynie), ale pracuję tak blisko IT, jak to tylko możliwe w przypadku nie znającego ani jednego języka programowania speca od komunikacji społecznej. Plus cały ten cyberpunkowy attitude. Poza tym, hej, przecież publikuję to wszystko w sieci!

Filet: Znowu cover „Smells like teen spirit” Tori Amos? To znaczy, że zaraz umrzemy?
Szymon: Hm, skąd ten pomysł?
Filet: Zawsze, gdy go puszczasz ktoś ginie.

I czego dowiaduję się parę miesięcy temu? Że powstaje gra oparta na „Cyberpunku 2020”. Gdyby tego było mało…

  • Grę tworzy CD Projekt RED, studio odpowiedzialne za „Wiedźmina”, jedną z nielicznych gier traktujących dorosłych graczy serio.
  • Akcja dzieje się w Night City. TYM Night City.
  • Rozgrywka w stylu sandbox, czyli gracz będzie mógł swobodnie poruszać się po całym mieście.
  • Do projektu zaangażowano samego Mike’a Pondsmitha.
  • Autorzy nie zapomnieli o umiejętności „Wardrobe & style”. Ma odgrywać dużą rolę.
  • Po soundtracku z pierwszego trailera i wypowiedziach Marcina Iwińskiego wnoszę, że muzyka dla nich będzie równie ważna, jak na naszych sesjach. I będzie industrialna
    (i peed a little).

Gra w „Cyberpunk 2077” będzie dla mnie wielkim przeżyciem – jak to mawiają anglosasi, immersive experience – pozwoli doświadczyć świata, który tak dokładnie poznałem w wyobraźni. Ktoś zapyta „czym to się różni od ekranizacji książki?” Oj, różni się. Czytając książkę wyobrażasz sobie głównie sytuacje przedstawione przez autora. Nie kreujesz świata, nie decydujesz o losach bohaterów, nie wcielasz się w nich. Gracz RPG utożsamia się ze swoją postacią dużo bardziej niż czytelnik książki z jej bohaterem,  bo ma nad nią całkowitą kontrolę i prawie zawsze przekazuje jej wiele cech swojej osobowości.

Po setkach godzin spędzonych w Night City będę mógł ponownie udać się do tego mrocznego miasta. Zobaczyć je. Spotkać NPC-ów, z którymi już wcześniej się spotykałem, odwiedzić miejsca, które już odwiedzałem, używać gadgetów, których już używałem. Przeżyć to wszystko, co już przeżywałem. Na nowo, ale zupełnie inaczej.

 

PS 1. CD Projekt Red, jeśli to czytacie: Proszę, nie spierdolcie tego.

PS 2. Special version for Mike Pondsmith: Please, guys, don’t screw this up.

PS 3. Skoro już czytacie. Olejcie storyline z Cyberpunka 3. Jeśli chcecie kontynuować historię z settingu, zacznijcie po wojnach korporacyjnych opisanych w dodatkach „Firestorm”. Albo nawet przed.