20 pieprzonych minut. Czy warto?

Wydarzenia ostatnich dni dostarczyły cały arsenał argumentów wszystkim tym, którzy z pesymizmem patrzą na to, jak social media wpływają na komunikację i społeczeństwo. W ramach wstępu zacznę od tematu zajawionego w poprzednim wpisie – śmierci Osamy ben Ladena.

News o jego zabiciu uważany jest za jeden ze sztandarowych przykładów tego, jak nowe media zdeklasowały te stare w szybkości przekazywania informacji.

Wszystko zaczęło się od tej wiadomości.

Oczywiście zaczęła się ona błyskawicznie rozprzestrzeniać na Twitterze i blogach jeszcze zanim mainstreamowe media zdążyły podjąć temat. Ba! Zanim Biały Dom zdążył wydać oficjalne oświadczenie! Po 20 minutach od pierwszego tweeta news został potwierdzony i przedstawiony przez pierwszą stację telewizyjną. Sukces! O RLY?

Another way to look at it, though, is that the greatest success of iterative journalism gave us a story twenty minutes earlier than it would have come otherwise. Bravo. A whole twenty fucking minutes. The world is forever in your debt.

Ryan Holiday, „Trust me, I’m lying”

Czy to naprawdę cokolwiek zmieniło, że ktoś przekazał tego newsa 20 minut wcześniej? Szybkość to główna zaleta social media, jeśli chodzi o przekazywanie informacji. Co jednak w sytuacji, gdy informacje błyskawicznie przekazywane przez tysiące osób są nieprawdziwe?

 

Chaos

W dramatycznych momentach mamy ochotę zdobywać jak najwięcej informacji. Konsumujemy je na bieżąco, zwykle kompletnie bezkrytycznie, bo jeszcze ciągle naiwnie wierzymy, że ktoś je sprawdził przed puszczeniem w świat. Zamach w Bostonie i późniejsza obława na podejrzanych pokazały niestety słabość social media i ich negatywny wpływ na cały ekosystem mediów, próbujących ścigać się na szybkość przekazywania newsów i siłą rzeczy porzucających dbałość o weryfikowanie informacji.

Dobre opracowanie tego tematu możecie przeczytać we wpisie „Boston pokazał kryzys mediów tradycyjnych i słabość nowych„. Tutaj przypomnę tylko najbardziej znaczące błędy popełnione przez media.

> CNN, a za nią inne media, podawały nieprawdziwą informację o schwytaniu jednego z zamachowców.

W końcu po półtorej godziny została ona zweryfikowana negatywnie. Jak napisał New York Magazine:

None of this, of course, was true. No arrest had been made. No suspect had even been identified. Nor was it “important to get this information out there in general.” There was no information, and no one needed it.

But when everyone is monitoring everyone else, no one can bear to be left out. Fox News, along with the Associated Press, the Boston Globe, and various local stations, leaped in to report the nonexistent suspect in custody. They all cited unnamed sources and later blamed the sources.

> Użytkownicy Reddita i 4chan zaczęli na własną rękę szukać na zdjęciach sprawców zamachów.

Dwie oskarżone przez nich osoby, których wizerunki błyskawicznie zostały rozprzestrzenione w internecie i nie tylko, okazały się niewinne.

newyorkpost> Twitter pełen był kompletnie niezweryfikowanych informacji masowo i bezrefleksyjnie retweetowanych przez innych użytkowników.

W sieci panował totalny chaos. Jak napisał William Gibson:

Charlie Brooker (tak, ten od „Black Mirror”) dodał:

> Bostońska policja błagała, aby ludzie nie publikowali online informacji o działaniach służb.

Gdyby sprawcy mieli dostęp do internetu (niewykluczone, że mieli), mogli na bieżąco śledzić przebieg pościgu.

 

Ile nas to będzie kosztować?

Gdyby tego było mało, dziś setki ludzi (w tym z branży mediów) udostępniało w social media link do satyrycznego artykułu o Sarah Palin chcącej najechać Czechy. Problem w tym, że te osoby potraktowały ten news serio.  Nawet redakcja „Wprost” go opublikowała.

Drobnostki? Straciliśmy przecież tylko trochę swojego czasu i uwagi (ktoś jeszcze uważa, że to dobra bez wartości?).

Są tacy, którzy stracili całkiem sporo pieniędzy.

Dziś jeden wpis na Twitterze opublikowany za pośrednictwem przejętego konta Associated Press (2 mln followersów) wywołał solidne spadki na największej giełdzie na świecie.

twiiter

Już to wystarczyło, aby wywołać reakcję części inwestorów i automatów operujących na giełdach.

gielda

 

Screenshot by Przemek Gerschmann.

W tym krótkim czasie ktoś na pewno wiele stracił, a ktoś inny zyskał. A to nie pierwsza taka sytuacja. Przykładowo akcje Apple notowały gwałtowne spadki po nieprawdziwych informacjach o śmierci Jobsa (najprawdopodobniej rozpowszechnianych celowo). Powyższe wydarzenia sprawiły, że przypomniałem sobie o pewnym motywie z „Czarnych oceanów” Dukaja: W przyszłości managerowie będą uczęszczać na kursy z „memetycznej obrony” (mogłem przekręcić nazwę), w trakcie których będą uczyli się radzić sobie z powszechną dezinformacją i memami utrudniającymi podjęcie właściwych decyzji.

Bo czy w ogóle warto śledzić wydarzenia w real-time’ie, gdy praktycznie nic nie wiemy o ich przyczynach i konsekwencjach? Czy naprawdę szybkość przekazywania informacji jest ważniejsza od ich wiarygodności? Dokąd doprowadzi nas informowanie o wszystkim przez wszystkich?